piątek, 3 listopada 2017

Razy dziesięć



Listopad... już ... chociaż jeszcze okolica płonie rudymi modrzewiami. Dzięki nim listopad jest piękny i kolorowy. Jak co roku wpadam nagle w kompletną pustkę, z dnia na dzień kończy się sezon, wyjeżdżają ostatni goście i nikt ode mnie niczego nie chce, nikt do mnie nie mówi, nie trzeba wstawać bo śniadanie... nic nie muszę! To jakby koniowi w kieracie zerwał się dyszel.

Żyjemy wraz z nurtem przyrody. Kiedy nadchodzi jesień, wszystko więdnie i soki przestają płynąć w drzewach, my też zwalniamy. Nawet mi się nie chce teraz gdzieś pojechać - najchętniej wyjazdy planuję na wczesną wiosnę, kiedy odżywam wraz z naturą co wokół mnie.
Uwielbiam wyjeżdżać sama. Zanurzam się wtedy w nieznanym, niepoganiana i niezmuszana do niczego chłonę kolory, zapachy, dźwięki, snuję się bez celu i przeżywam niezapomniane chwile długo jeszcze niosąc obrazy , momenty, mgnienia pod powiekami. To nie musi być daleka egzotyczna podróż. To może być wypad do pobliskiego Sanoka czy nieco dalej do Warszawy lub do zupełnie nieznanej wioski położonej daleko od drogi.
Magia nieznanych miejsc dociera do mnie mocno. Potrzebuję tego tak samo jak chodzenia po górach.
Kiedy za ostatnimi gośćmi opada na drodze pył, natychmiast dzwonię do moich szczecińskich przyjaciółek, przez pół roku nie mam czasu na rozmowy z nimi a są mi potrzebne jak powietrze. (Dlaczego tak jest pisałam już tutaj: http://chatamagoda.blogspot.com/2010/06/puste-miejsca-przy-stole.html ) Życie jednak zmienia się i wczoraj mimo, że zadzwoniłam do trzech to nie rozmawiałam z żadną - jedna była poza zasięgiem a dwie dały mi do słuchawki swoje wnuki. Super! Wnuki są super ale trudno się rozmawia z trzylatkiem, którego się nawet nigdy nie widziało. Rozumiem, że chciały mi pokazać co w ich życiu jest teraz najważniejsze. Nie skarżę się.
Życie na wsi ma swoje uroki ale i posiada ciemne strony. Mieszkając w miejscu, w którym najskuteczniejszym dostępnym środkiem na wszelkie dolegliwości jest maść na krowie wymiona (polecam! działa na wszystko: skaleczenia, głębokie rany, stłuczenia, zmiany reumatyczne, bóle pleców i wiele innych) to pomimo jej rewelacyjnej skuteczności czasem jest potrzeba udania się do prawdziwego lekarza od ludzi. Takie wizyty są na naszej liście do zrobienia jesienią, na pierwszym miejscu. Drugie miejsce na liście to spotkania z ludźmi. Już się cieszę na miesiącami odkładane wizyty, długie opowieści o tym co się zdarzyło w międzyczasie. Dzięki takim spotkaniom znamy dziesiątki smakowitych historii z Bieszczadami w tle. Jak choćby taka, która zdarzyła się w naszym sąsiedztwie: dotyczy bardzo miłych ludzi w czasie tej historii budujących dom. Była już prawie północ, zmęczeni kładli się spać po całym dniu pracy przy domu, kiedy usłyszeli hałas - jakby ktoś kopał w drzwi. Nieco przestraszony gospodarz uchylił drzwi i ktoś wtargnął do środka z impetem - był to sąsiad z domu oddalonego co najmniej o 250 m, trzymający na rękach sporego cielaka. Cielak najwidoczniej był noworodkiem bo jeszcze nie do końca był oczyszczony. Sąsiad zwierzaka położył na podłodze i sapiąc przeokropnie wychrypiał: pępkowe się należy!
Numer trzy na liście to remonty po sezonie, sprzątanie, uzupełnianie braków, zakupy. Banał i nuda ale konieczne.
Numer cztery to przeczytanie kilku stosów książek czekających od miesięcy, obejrzenie kilku filmów.
Pięć to długie spacery i zdrowa dieta. Trudno mówić o zdrowym jedzeniu kiedy je się na stojąco, w biegu i zazwyczaj dojada resztki z obiadu. To także wizyty na basenie, może bieganie?
Sześć ale oczywiście mogłoby być również na pierwszym miejscu - pieski. Spacery z nimi, przytulanki - no wiadomo wszystko to na co nie ma czasu wiosną, latem i wczesną jesienią. Trzeba też jak my sami - zająć się ich zdrowiem bo mamy w domu prawie same staruszki: Bury ma 14, Mirabelka około 13, Buba 10, Beza 8 lat. Tylko Kićka ma jeszcze przed sobą najlepsze lata. Mirabelce odezwały się stawy - chyba ją bolą, pojawiła się astma. Buba i Beza to nieustanne problemy ze skórą i żołądkiem. Bury to jeden wielki problem. Chudy mimo, że karmimy go na okrągło, słaby ale nasyczeć jeszcze potrafi!
Najbardziej z mojego wolnego cieszy się oczywiście Mirabelka. Nie odstępuje, nie odpuszcza choćby na centymetr. W nocy kiedy śpię wskakuje na łóżko i całym pieskiem wtula się w moje plecy. Robi się tak gorąco, że budzę się, przekładam pieska w nogi by ochłonąć, zasypiam i znów budzę się z Mirabelką na plecach. To się czasem powtarza wiele razy w ciągu nocy. Głównym zajęciem Mirabelki jest pilnowanie by mnie nie zgubić. Czasem, kiedy muszę gdzieś pojechać, nigdy na dłużej niż 3 godziny, muszę ją zamykać w domu bo inaczej pcha się do auta. Zawsze kiedy wracam siedzi na parkingu w miejscu z którego odjechałam i czeka. Nic jej nie może odciągnąć, dopiero dźwięk silnika mojego auta sprawia, że piesek kręci w kółko, tak ją odrzutowa siła ogonka wprawia w ruch. Jestem dla niej najpiękniejsza i najcenniejsza. Już kiedyś byłam obdarzona taką miłością - mój kot Niuniuś czcił mnie jak Boginię ( o Niuniusiu tutaj: http://chatamagoda.blogspot.com/2009/05/niunius-i-kozi-ser.html ) jednak powtórka z rozrywki ponownie uświadamia mi, że taka miłość, takie oddanie jest niezwykłym Darem i bardzo trzeba się starać by na niego zasłużyć. Mam wielkie branie u małych, czarnych zwierzątek można by powiedzieć.
Punkt siódmy to wszelkie niespodzianki, sprawy o których teraz nic nie wiemy a wyskakują nagle i znienacka wołając o naszą uwagę. Któż tego nie ma :) Często musimy odłożyć na bok wszelkie plany i listy i skupić się właśnie na tym. Jest jeszcze punkt ósmy, praca, działanie na rzecz naszej Bieszczadzkiej społeczności. Mamy maleńkie stowarzyszenie i coś się staramy dłubać dla dobra wszystkich, jak czas pozwala. Jeśli czyta to ktoś mieszkający w Bieszczadach lub zainteresowany ich dobrostanem - zapraszamy do współpracy!
Nad punktem dziewiątym zastanawiałam się czy tu o nim napisać... ale dobrze. Zaczęłam pisać kolejną książkę, bardzo inną niż pierwsza. Może się uda. Tfu tfu!
Po dziesiąte - planuję powrót do fotografowania. Tyle.

Za nami kolejny w naszym życiu sezon. Najlepszy z dotychczasowych bo najmilszy. Pozdrawiam wszystkich naszych gości, dziękuję za Wasze uśmiechy, życzliwość, opowieści, komplementy, wyrozumiałość. To był nasz dwunasty sezon. Życzymy Wam Zdrowia i dobrego życia a sobie, by kolejne były równie miłe jak ten!

Poniżej portrety nasze ze zwierzyną wykonane przez Magdalenę Berny https://www.facebook.com/MagdalenaBernyPhotography/,  kilka zdjęć z lata i jesieni.
 
 
 
  
 
 

 
Wszystkich serdecznie pozdrawiam!
 

piątek, 25 sierpnia 2017

Lista marzeń



Myślę, że nastał taki czas kiedy wyraźnie trzeba określić swoje poglądy o świecie i stosunek do spraw podstawowych.

Przyzwoitość to słowo, które określa czyny człowieka, który nie kłamie, nie oszukuje nawet jeśli miałby z tego korzyści. Człowieka, który w imię własnej wygody czy osobistego interesu nie krzywdzi innych, stojących na jego drodze. Przyzwoitość to stan, w którym dbamy o innych, kiedy jest taka potrzeba, ratujemy, wyciągamy rękę w potrzebie i nie patrzymy na zapłatę. Świat ludzi przyzwoitych to moje największe marzenie. Warto być przyzwoitym.

Marzę o świecie bez niepotrzebnego cierpienia. A za takie uważam wszystkie krzywdy zadane drugiej osobie oraz każdemu żyjącemu i czującemu stworzeniu. Nie zgadzam się na strzelanie do zwierząt lub dręczenie ich na wszystkie możliwe sposoby, na traktowanie ich jak własność. Nie zgadzam się na przemoc.

Marzę o świecie bez nienawiści. Marzę o świecie bez podziału na lepszych i gorszych kiedy jedynym kryterium jest kolor skóry, miejsce urodzenia, przekonania czy płeć osoby którą się kocha.

Marzę o świecie bez granic, o świecie bez nacjonalizmu i wszelkich narodowych awersji bo powtarzając za Petterem Rossegerem - patryjotyzm nie polega na nienawiści do innych narodów lecz na miłości do własnego.

Marzę o świecie, w którym słucha się kobiet. Bo kobiety są mądre miłością. Nie wolno ich poniżać, naród, który nie szanuje kobiet nie przetrwa.

Marzę o relacjach opartych na szacunku.

Chcę żyć wśród ludzi, którzy kierują się pozytywnymi emocjami, wartościami, motywacją. Nie rozumiem tych, którzy źle czynią i mówią. Jestem z innego niż oni świata.

Marzę o świecie, w którym ludzie rozumieją swoje miejsce, troskliwie dbając o naszą planetę i jej naturalne zasoby. Nie zgadzam się na rabunkową eksploatację świata w imię wygód jednego pokolenia.

Marzę o świecie, w którym ludzie zaczną wspólnie rozwiązywać problemy i budować dobrą przyszłość dla naszych dzieci i wnuków. Marzę o świecie bez polityków, ale dopóki oni są to nie zgadzam się na to co robi nasz Rząd. Jest zaprzeczeniem wszystkich ważnych dla mnie wartości.

Marzę o świecie bez małostkowości, bez bezsensownego podgryzania się nawzajem, bez złośliwości i agresji. Ludzie nawet nie wiedzą ile tracą dobrego przez takie działania, jak szczęśliwe i spokojne życie mogliby mieć nie zajmując się życiem innych.

Każdemu życzę spokoju w sercu, dobrych myśli w głowie, dobrych ludzi wokół.
Być przyzwoitym jest trudniej ale takie życie więcej daje satysfakcji.



 

 

 

 

środa, 28 czerwca 2017

Dziękuję



Wiele razy siadałam do napisania posta. Zawsze jednak głowę zapełniać zaczynały tematy ważne i niestety nie nastrajające optymistycznie. Bo jakże mogłoby być inaczej jeśli serce przepełnia niepokój o to co się dzieje w lesie najbliższym, w Polsce, na świecie... Nie po to jednak blog ten powstał by snuć na nim kasandryczne wizje.

Moja szczecińska znajoma, była Miss India, kobieta piękna nie tylko zewnętrznym pięknem, opowiadała mi kiedyś, że każdego dnia robi listę rzeczy dobrych, które zdarzyły się, o których przeczytała lub pomyślała danego dnia. Jej kolekcja dobra i piękna rosła i w chwilach ciężkich była jej ratunkowym kołem.

Zapamiętałam jej słowa na zawsze i każdego dnia dziękuję za różne sprawy, których doświadczam.

Oto dzisiejsza lista:

Dziękuję za ten świat. Po prostu.

Dziękuję za zdrowie i za chorobę bo wtedy mogę docenić czym zdrowie jest.

Dziękuję za miłość i szacunek - jestem nimi obdarowywana każdego dnia.

Dziękuję za wszystkich dobrych ludzi, których spotykam na mojej drodze. Za niedobrych też dziękuję bo są przestrogą.

Dziękuję za kolor niebieski, który powrócił do mnie po wielu latach, w czasie których nie tolerowałam go w swoim otoczeniu.

Dziękuję za spokój jaki do mnie przychodzi czasem.

Dziękuję za nasze psy. Za ich cudowną naturę i za to, że każdego dnia dają mi więcej niż zasługuję.

Dziękuję za wiatr i słońce - sprawiają, że czuję się szczęśliwa.

Dziękuję za dach nad głową.

Dziękuję za serce, które wie po czyjej być stronie - zawsze tam gdzie dzieje się krzywda, i pędzi mnie na ratunek.

Dziękuję za wszystkie wspaniałe niespodzianki, które zdarzają mi się każdego dnia.

Dziękuję za każdy uśmiech i dobre słowo.

Dziękuję za piękno.

Dziękuję za potrzebę i umiejętność przeżywania sztuki.

Za ciepłe wieczory dziękuję.

Za wzystkie zakątki świata w których byłam - niech trwają.

Dziękuję za nadzieję, że wszystko się ułoży i dobro a choćby tylko rozsądek - zwycięży.

Dziękuję za ulotność, lekkość i przemijanie choć serce się ściska z tęsknoty natychmiast.

Dziękuję za każdy następny dzień i za brak wiedzy czy nie będzie on ostatnim.

Dziękuję za wszystkich wspaniałych ludzi, którzy są dla mnie wzorem.

Dziękuję za Tajemnicę.

Dziękuję za nowy projekt, który zrodził się w naszych głowach i jeśli zdrowie pozwoli - zrealizujemy za kilka lat.

Dziękuję za zapach świeżych ziół latem.

Dziękuję za radość.


Dziękuję za pracę.

Dziękuję







wtorek, 11 kwietnia 2017

O zwierzętach

Koty miałam od zawsze. Często trafiały pod mój dach przypadkiem, często nie miałam wyboru - jak wtedy, kiedy przyszły do mnie dzieciaki z podwórka (jeszcze w Szczecinie) i bardzo podekscytowane wołały abym poszła z nimi. Znalazły coś...tym czymś okazała się szóstka kocich noworodków, jeszcze z nieuschniętymi pępowinkami, wrzuconych do torby po cukrze i zostawionych na cemencie, przy śmietniku. Maleństwa żyły, piszczały ślepe i zmarznięte bo to był kwiecień właśnie. Popatrzyłam wtedy w proszące oczy mojego syna, miał wtedy kilka lat, westchnęłam i zabrałam te sześć nieszczęść do domu.

Odchowaliśmy je, znaleźliśmy domy.

Jakiś czas potem - znowu dzieciaki: proszę pani! Mały kotek, ślepy w kartonie przy śmietniku leży!

No to znowu wzięłam. To był Ptyś - najsłodszy najmilszy ze wszystkich kotów jakie znałam. Wykarmiłam go butelką. Bezkonfliktowy, grzeczny pieszczoch. Troszkę durniutki ale przecież młody - wyrobi się. Był z nami jakieś dwa lata, kiedy zdarzyło się nieszczęście - drzwi wejściowe coś lub ktoś otworzył i dwa nasze koty wyszły na klatkę schodową (nigdy nie wychodziły same). Jednego - Niuniusia znalazłam piętro niżej, Ptyśka nigdzie nie było. Co myśmy robili żeby go znaleźć! Ile plakatów rozlepiliśmy, ile chodziliśmy, wołaliśmy! Każdą wolną chwilę. Szukaliśmy niestrudzenie bo go kochaliśmy, bo był dla nas ważny, bo dał nam tyle miłości, że nie umieliśmy sobie poradzić z myślą, że jest tam gdzieś zagubiony, przerażony i czeka na nas.

Pewnego dnia do domu wpał syn i woła! Jest Ptysiek! uciekł mi ale wiem dokąd. Złapałam ulubione jedzenie Ptysia i pobiegliśmy. Syn po drodze mi opowiedział, że zobaczył go dość daleko od domu, wziął na ręce i wsiadł do autobusu ale z tego autobusu wyrzucił go kierowca (bo koty tylko w transporterkach), i w czasie zamieszania, przestraszony kot wyrwał się i uciekł. Ptyś był piękny: duży i cały czarny, calutki. I za takim rozglądaliśmy się w miejscu do którego doprowadził mnie syn. Jest!!!! Jest!!! Podszedł do nas i zaczął jeść, łzy radości ciekły mi po twarzy. Nagle... przyszedł drugi Ptysiek! Taki sam! I za chwilę następny...Ptysiek! Przy dziesiątym Ptyśku a wszystkie wyglądały identycznie - straciłam nadzieję, że jest wśród nich ten nasz. Bo go nie było. Żaden z tych Ptyśków nie zachowywał się tak jak nasz. Ale każdy był miły, grzeczny i głodny.

I co ja Wam teraz chcę powiedzieć? A to, że wtedy zrozumiałam na czym to wszystko polega. Że każde stworzenie jest cudowne, każde ma w sobie radość i smutek, ból, może cierpieć i może nas kochać. Każde! Któregokolwiek z Ptyśków byśmy wzięli - dadzą nam to samo! Bezwarunkową miłość, zaufanie, śmiech i łzy nasze - kiedy je stracimy. Jesteśmy im to winni! Bo są bezbronne, żyją w świecie, który my stworzyliśmy nie licząc się z ich potrzebami. Mało tego,urządzamy na nie polowania, obdzieramy ze skóry, dręczymy, zamykamy w klatkach, zabijamy w bestialski sposób, wyrzucamy, głodzimy... można tak jeszcze długo ciągnąć to co robimy zwierzętom.

Nie jem mięsa, jajek z klatkowego chowu, nie kupuję kosmetyków testowanych na zwierzętach, nie noszę futer, nie podaję ręki myśliwym. Czas z tym skończyć. Czas mówić o tym głośno i wprost!

"Gdyby zwierzęta wierzyły w Boga, to Szatan w ich oczach wyglądałby jak człowiek"

 
I jeszcze jedno, zawsze znajdą sie osoby, które tym co niosą pomoc zwierzętom zarzucają, że tyle dzieci, tylu chorych ludzi potrzebuje pomocy. No to kochani: pomagajcie! Niech każdy pomaga komu chce, byle pomagał a nie siedział na kanapie i krytykował tych, którzy coś robią. Tyle w temacie.

 
Przed zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi życzę wszystkim abyśmy doczekali świata sprawiedliwego, dobrego dla wszystkich istot, pełnego miłości, akceptacji i spokoju.















Zdjęcia naszych zwierzaków: Buby, Bezy, Mirabelki, Kićki I Burego zrobione przeze mnie i przez Zbyszka Sierko - naszego Gościa :)

wtorek, 21 lutego 2017

Wolność


"Można wszystko mi zabrać, a ja mogę jutro zacząć życie od nowa".

Beata Tyszkiewicz


Trafiłam ostatnio na te słowa, poraziły mnie swoją prostotą a wyrażają wszystko co chcę powiedzieć, wszystko co jest dla mnie ważne.

Moim sensem w życiu jest pomaganie innym. Tym, którzy tego potrzebują.

Sobie pomóc mogę tylko na jeden sposób - uwalniając się. Od stereotypów, wiary, niechęci, uzależnień. Od strachu. Trudno opisać ulgę jaką się czuje kiedy uwalniamy się od czegoś co nami rządziło. Rzuciłam palenie mimo, że było bardzo trudno. Kiedy pierwszy raz dotarło do mnie, że już nie chcę, nie potrzebuję poczułam się wspaniale! Nie jestem zależna od papierosów, alkoholu, reklamy, mięsa, słodyczy (sic!), nie jestem zależna od ludzkiej opinii, nie jestem zależna od związku. Nie jestem zależna od pieniędzy, przedmiotów czy marzeń - dziś są takie, jutro inne. Nie potrzebuję się podobać, nie kupuję nowych ubrań. Nie maluję się i jestem z tym naprawdę szczęśliwa. Kiedy patrzę, jak wiele kobiet nie umie wyjść z domu bez makijażu to jest mi ich bardzo żal. Makijaż nie sprawi, że będziemy miały bardziej udane życie, że mężczyzna będzie nas kochał po życia kres. To mit, bzdura.

Szczęście jest tutaj, teraz - nie w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości. Jeśli nie potrafisz cieszyć się życiem nieumalowana, w starej kiecce i ze starym mężem - nigdy nie zaczniesz się cieszyć.

Żyję własnym życiem, słucham własnego sumienia. Nie słucham co inni mają do powiedzenia na mój temat jeśli jestem uczciwa wobec samej siebie i norm społecznych. Nie daję sobie wciskać do głowy propagandy i nie przyjmuję tego co nie jest dobre w swoim założeniu. To nie prawda, że cel uświęca.

Jestem wolna od władzy bo nie potrzebuję jej dla siebie a zamknięta nawet w celi - nadal będę wolna. Wolność ma się w sobie. Ona jest w głowie każdego człowieka - tylko trzeba z niej korzystać.

Oglądałam niedawno film o tym jak powstawał ruch Greenpeace. Zaczęło się od blokady próby atomowej, potem ratowali od rzezi foki i wieloryby. Kto nie widział jak wygląda polowanie na te zwierzęta ten nie wie nic o czarnej stronie ludzkiej duszy. Wiem, że nigdy nie zapomnę, i że zawsze w chwilach zwątpienia będę przywoływać przed oczy tę scenę gdy dwóch mężczyzn stojąc na lodowej krze, blokowało ogromny lodołamacz, który pilotował statki pełne morderców  żądnych foczej krwi. Stali kilka metrów przed dziobem statku, wystarczył jeden ruch ręki wściekłego mechanika by staranował ich. Na szczęście ktoś sfilmował tę scenę by dać świadectwo bohaterstwa i wolności, w imię której ludzie ci gotowi byli zginąć. Z wolnością trudno wygrać. Lodołamacz się cofnął i tego roku zginęło kilkadziesiąt tysięcy fok mniej!
Miłość, wolność - o nie warto walczyć. Nie wolno ich oddawać za fanty, gadżety, wygody, bzdury. Bez nich przestaniemy być ludźmi.

Wklejam kilka zdjęć w ten sposób żegnając się z zimą, która w Bieszczadach trwa jeszcze w najlepsze.

Pozdrawiam!







niedziela, 15 stycznia 2017

Nie warto


W ciągu miesiąca odeszło pięć bliskich mi osób. Odeszli - czwórka z nich zdecydowanie przedwcześnie. Została pustka, niezgoda na ten fakt i konto na facebooku, którego nie ma komu usunąć. Jeszcze kilka dni wstecz dzwonisz, opowiadasz o tym, że zmieniasz pracę lub kupujesz psa a dziś - Cię nie ma. I mimo, że byłam obecna na pogrzebach to nadal nie wierzę.

Nie zabrali ze sobą do grobu tych spraw, które ich zaprzątały - z tym będziemy się zmagać my, ci którzy zostali. Nie zabrali ze sobą ani jednej rzeczy, którą kochali, lubili czy nienawidzili. Wszystko się skończyło, choć za życia było ważne, nic teraz nie ma znaczenia choć za życia było jego sensem.

'Nie warto" - jakże często wracają do mnie te słowa. Nie warto żyć ze wstydem, kłamać, krzywdzić, nie warto "uszczczęśliwiać" nikogo wbrew jego woli, nie warto pędzić życia na walce, nie warto źle życzyć, nienawidzić, mówić złych słów, nie warto gardzić, nie warto bać się ani uciekać przed miłością. Bo tylko ona, dobre myśli, czynienie dobra ma sens. Tylko to. Naprawianie krzywd, nie oddawanie ciosów, rezygnacja z zemsty - odwet na nic nam się nie przyda, nie sprawi, że będziemy szczęśliwi, nie przedłuży naszego życia. Sens ma budowanie: więzi, przyjaźni, miejsc i wypełnianie ich dobrą energią, pozytywnymi myślami, wiarą, czułością, przyzwoleniem na to by każdy był inny, by każdy był sobą i żeby mógł siebie kochać. Bo siebie kochać trzeba.

Nie znaczy to byśmy przyzwalali na odbieranie nam wolności, byśmy biernie przypatrywali się złu, agresji czy zwykłemu chamstwu. Nie zgadzajmy się na poniżanie, pogardę - znaczy to tylko by nie dać się wciągnąć w złą grę, by zawsze stać po słonecznej stronie mimo, że wszystko inne tonie w mroku.

Kiedy widzę ludzi, którzy gardzą innymi, którzy niszczą coś lub kogoś dla samej przyjemności tego aktu - żałuję ich zmarnowanego życia. Kiedy widzę jak teraz cyniczna grupa karierowiczów dzieli nasz kraj na lepszych i gorszych nie rozumiem po co im to? Każdy z nas przecież odejdzie, nikt nie będzie trwał wiecznie, nie można mieć na zawsze władzy, pieniędzy, zdrowia, życia. Każda władza odchodzi, każda się kończy i po nich przychodzą następni, zazwyczaj zupełnie inni. Czy warto? Być kłamcą, arogantem, łajdakiem? Nie ufam politykom - żadnym, z żadnej partii. Uwżam, że my Obywatele powinniśmy im patrzeć na ręce. Skoro porządek świata wygląda tak jak teraz to należy zacząć pracować nad jego uzdrowieniem. Globalnie. My jako gatunek, ludzie powinniśmy zacząć pracować na rzecz WSZYSTKICH istot. Dbać o każdą istotę na Ziemi, pracować WSPÓLNIE by świat był przyjaznym miejscem dla każdego. Bo każdy ma prawo tu być! I czarny i  biały, i mrówka i rekin. Nie ma lepszej lub gorszej historii, prawdziwszej prawdy. Jest wspólna historia i prawda. Jeśli w porę ludzie tego nie zrozumieją - zginiemy.

Każdego roku przeskakuje mi licznik, jestem coraz starsza i mimo, że jeszcze tego nie czuję - coraz bliższa końca. Jesteśmy tak krótko na świecie, że marnowanie życia na walkę z innymi to strata tych chwil, które mamy na szczęście. Niestety opowieści o niebie i piekle nawet gdy byłam małą dziewczynką wydawały mi się mocno przekombinowane, jednak nie widzę ani jednego powodu by zrobić coś złego innemu człowiekowi lub zwierzęciu. Nie rozumiem tych którzy krzywdzą.

Chętnie pomagam jeśli tylko umiem i mogę i mam tylko jeden warunek - szacunek.

Prostactwa, chamstwa i złej woli unikam. Atakowana nie walczę. Wiem, że karma wraca i ten, kto we mnie rzuca błotem - obrzuca siebie samego.

Ostatnie badania naukowców dowodzą, że nasze myśli mają moc sprawczą. Dostajemy to co dajemy: jeśli wysylamy zły przekaz - oberwie się nam. Jeśli dobry - jesteśmy na drodze do szczęścia.
"Naukowcy bezsprzecznie udowodnili, że błony komórkowe naszego ciała odbierają bezpośrednie sygnały ze środowiska, następnie informacje te koordynowane są przez mózg. W mózgu odebrane sygnały zostają przefiltrowane przez proces naszego postrzegania, na który składają się nasze doświadczenia i przekonania, które są konsekwencją naszych nowych wyborów. Jakie znaczenie ta wiedza ma dla naszego losu?
Otóż kształtujemy swoje życie przez sposób, w jaki odczytujemy otoczenie i to tylko nasza decyzja, jakie założymy filtry. W zależności od tego, jakie założymy filtry, przejdziemy przez życie godnie, zdrowo i radośnie lub pogrążymy się w otchłani wiecznego strachu, złości i niezaspokojenia, licząc, że kolejny samochód, kolejny partner, kolejna praca będzie lepsza- nie będzie, jeśli nie zmienimy – naszych przekonań."
Więcej informacji na ten temat znajdziecie tutaj: http://zwierciadlo.pl/psychologia/zrozumiec-siebie/rewolucyjne-odkrycie-naukowcow-wplyw-myslenia-na-komorki-i-geny


To wszystko wiem od dawna, ponieważ żyję wystarczająco długo by sprawdzić prawdziwość tych tez na własnym życiu. Nie zrobię sobie takiej krzywdy by komuś innemu życzyć źle. To jest zamknięte koło: czujemy gniew, nienawiść - wysyłamy złe myśli do tego kto nas rozgniewał - one wracają do nas sprawiając, że wiedzie nam się coraz gorzej zatem powodów do gniewu mamy jeszcze więcej ... to się nie może skończyć dobrze.

 
Jak się pozbyć złych myśli?
W książce "Biel" Marcina Kydryńskiego znalazłam wiersz:

"Nie żałuj tego co mija i porzuć twe troski o przyszłość,

nie myśl o sobie i przestań próbować to robić.

Nadszedł czas by odbić od brzegu, ocean jedności już woła.

Nie słuchaj, nie patrz, nie mów, nie myśl, nie bądź,
Po prostu przestań"









Zakładam, że jeszcze ktoś tu zagląda :) Pozdrawiam zatem najserdeczniej!
Wszystkie zdjęcia zimy wokół chaty Magoda zrobiłam ja, przepiękne zdjęcie jesiennego tarasu jest autorstwa Zbyszka Sierko.

Filmowo:

Chata bojkowska

Chata bojkowska

Chata Magoda

Chata Magoda

Widoki z tarasu:

Widoki z tarasu:

Okolice domu

Okolice domu